Parafia Rzymskokatolicka pw. Miłosierdzia Bożego

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Rozważanie o Polsce

Mamy nader ludzką skłonność do pojmowania dziejów jedynie w perspektywie ludzkiego sprawstwa. Przecież jednak to Bóg jest Panem dziejów. Jakie zatem są zamiary Boże wobec Polski? Jaka jest Boża perspektywa Polski? Na końcu, przed Obliczem Bożym, okaże się to w całej pełni. To nie znaczy, byśmy byli wolni od powinności stawiania tego pytania już dziś. I chwałą Polski jest, że to pytanie w naszych dziejach stawiano.

Odpowiedzialność za Polskę zupełnie słusznie bywa pojmowana w perspektywie terytorium i władzy, doczesnego bogactwa, jego podziału, sposobu sprawowania władzy czy relacji z innymi narodami, czasem tak bardzo bolesnymi. W niczym nie umniejszając tego wymiaru ludzkiej odpowiedzialności, godzi się pamiętać, że odpowiedzialność za Polskę jest to także i przede wszystkim odpowiedzialność za duchowe bogactwa, które – dzięki Bogu i przez Maryję, naszą Królową – tu, w naszym narodzie zostały złożone.

Oto pewien ciąg zdarzeń, które miały miejsce w naszych dziejach. Przypomnijmy je sobie, abyśmy pamiętali kim jesteśmy i za jakie dobra tak naprawdę odpowiadamy. Abyśmy starali się patrzeć na nasze polskie dzieje z Bożej perspektywy.

Nie byłoby tego papieża - mówił o sobie Jan Paweł II - gdyby nie przed niczym nie cofająca się wiara Prymasa Wyszyńskiego. I dodał - takiego Prymasa Bóg daje raz na tysiąc lat. Wcześniej, w czasie nocy komunizmu, gdy Kościół jawił się jedyną ostoją życia godnego człowieka i jedyną ostoją wolnego życia narodowego, mówili liczni ludzie, że nie byłoby tego Prymasa, gdyby nie straszna ofiara, którą Narodowi przyszło złożyć w czasie II wojny światowej i w wyniku jej politycznych skutków. Tę ofiarę Bóg w osobie Prymasa i wielu innych wielkich i świętych ludzi Kościoła wynagrodził i przyszłość Narodu zabezpieczył. W podobny sposób patrzono też na dar polskiego Papieża, ofiarowany udręczonemu narodowi – „Pan Bóg uderzył w ogromny dzwon”.

Dopowiedzmy, że w czasach II wojny światowej pewnie nie byłoby pokolenia zdolnego do świadomego złożenia tak wielkiej ofiary, gdyby wcześniej nie było dwudziestu lat wolnej Polski. Polski wymodlonej, wycierpianej, wywalczonej i nade wszystko darowanej przez Boga, choćby w Cudzie nad Wisłą.

A nie byłoby też tamtej wolnej Polski, gdyby nie wcześniejsze duszpasterstwo świętych powstańców – Honorata Koźmińskiego, Rafała Kalinowskiego, Alberta Chmielowskiego i ich uczennic i uczniów, wśród których także byli święci. I gdyby nie orędzie z Gietrzwałdu. Czy będzie wolna Polska? – pytały polskie dzieci z Warmii w czasach pruskiego kulturkampfu. Odmawiajcie Różaniec – odpowiadała Królowa Polski. W czasach, gdy na Warmii nawet religii nie wolno było nauczać po polsku, Królowa Polski mówiła po polsku do polskich dzieci.

„Ta, która na Jasnej Górze tron swój obrać raczyła” - to określenie ojca Augustyna Kordeckiego z jego „Gigantomachii”. Tego Kordeckiego, który bronił Jasnej Góry przed Szwedami w połowie XVII wieku. Sens obrony Jasnej Góry dla dziejów Narodu wspaniale wydobył i opisał w końcu XIX wieku Henryk Sienkiewicz. Jego książki stały się fundamentem wychowania narodowego dla tego pokolenia Polaków, które uczestniczyło w odbudowaniu wolnej Polski po nocy rozbiorów.

Pewien antyklerykał, który bardzo nie lubił pisarstwa Sienkiewicza, złożył o nim szczególne świadectwo: wojnę z bolszewicką Rosją w 1920 roku wygrał Henryk Sienkiewicz. Jak pamiętamy, gdy wojna ta wybuchła, Sienkiewicz nie żył już od czterech lat. Na wojnę tę poszły jednak długie szeregi jego czytelników, którzy chcieli być jak Grady bogdanieckie, jak Skrzetuski, jak Kmicic, jak Wołodyjowski. Jak polska husaria. Przerażeni jeńcy bolszewiccy wzięci pod Warszawą w 1920 roku mówili, że nie bali się Polaków tylko jakiegoś strasznego skrzydlatego wojska, które wypadało na nich z chmur, spod płaszcza jakiejś groźnej Pani. Utrwalił te relacje Jerzy Kossak, w swoim obrazie Cudu nad Wisłą, malowanym w dziesięć lat później. Dodajmy, że kiedy losy Polski ważyły się na przedpolach Warszawy, na Jasnej Górze, w kościołach stolicy i w kościołach innych polskich miast i wsi trwała nieustająca błagalna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem – o ratunek.

Można ciągnąć opowieść o tym łańcuchu zdumiewających darów, w istocie swej darów duchowych, darów Bożych, oraz wielorakich dzieł ludzkich, będących skutkiem przyjęcia tych darów. Polska przyszłość będzie związana z kontynuacją tego właśnie łańcucha darów i z ich przyjęciem przez Naród, albo będzie bardzo mała i bardzo smutna. Tytułem przestrogi warto pamiętać, że sługa Boża Wanda Malczewska, utrzymywała, że rozbiory Polski były karą za hołd Pruski czyli za zgodę królewską na wydanie katolickiej ludności Prus Książęcych na sprotestantyzowanie pod rządami Hohenzollernów.

Z drugiej strony nie wolno zapomnieć, że cierpienie i krzyż – tak głęboko obecne w polskich dziejach, także i dziś – były i są darem, dzięki któremu mamy co ofiarować Bogu i mamy co łączyć z krzyżem Chrystusa. Bł. ksiądz Bronisław Markiewicz, wielki czciciel świętych Aniołów, w swoim dramacie „Bój bezkrwawy” wkłada w usta Anioła Stróża Polski takie słowa: „Pan Najwyższy … dopuścił na was ten ucisk [czyli rozbiory], abyście oczyściwszy się z waszych grzechów, stali się wzorem dla innych narodów i ludów, które niebawem odbiorą karę sroższa od waszej.” Przyjęcie Bożego krzyża jest naszą polską próbą. Wytrwanie pod krzyżem jest początkiem zwycięstwa, które okaże się na końcu, przed Obliczem Bożym.

Godzi się zatem każdemu Polakowi pytać do osobistego rachunku sumienia: jakie były moje osobiste wybory w sprawach dotyczących dobra Polski? Komu służyły? Komu miały służyć? Jakie są ich rzeczywiste skutki? Jakie były i jakie są wybory mego narodu? Jakie są wybory rządzących moim Państwem? Czy nasze współczesne wybory są kontynuacją tego wielkiego, duchowego dziedzictwa? Czy nasze wybory są godne sług Boga i poddanych Królowej Polski?