Parafia Rzymskokatolicka pw. Miłosierdzia Bożego

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Rozważanie o narodach (I)

Wiemy, że naród jest wspólnotą ludzką, żyjącą przez bardzo wiele pokoleń. Wiemy, że naród wytwarza własną kulturę czyli własny sposób życia, który stara się rozwijać i chronić. Narody przyjmują jako nieszczęście i niesprawiedliwość, gdy są rządzone przez obcych, kiedy ich dziedzictwo jest grabione, niszczone, kiedy urąga się ich godności. Właśnie dlatego wśród narodów pojawiają się dążenia do rządzenia samymi sobą, aby władza publiczna rzeczywiście chroniła najcenniejsze dobra narodu. Narody - kiedy są mądre czyli kiedy są wierne Bogu - wspólnie modlą się do Boga. Zabiegają o Jego błogosławieństwo. Tyle po ludzku. A czym jest naród w oczach Bożych?

Słowo „naród” pojawia się w Księdze Rodzaju dopiero w opisie dziejów potomków Noego, długo po potopie. Osiedli oni w różnych krainach, „podzieleni według swych krajów i swego języka, według szczepów i według narodów”(Rdz 10,5). To znaczy, że naród jest rzeczywistością, która nie od początku, ale dopiero po długim czasie pojawia się w ludzkich dziejach. Moment zaś pojawienia się tej rzeczywistości związany jest ze szczególną  interwencją Bożą.

Księga Rodzaju mówi tak: „Przed tym podziałem mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego! W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi …” (Rdz 11, 1-8)

Ludzki błąd polegał na przekonaniu, że ludzie sami – czyli bez Boga - są w stanie zbudować swoją jedność. W ten sposób ponownie ujawniony został grzech pychy. To ten sam grzech, który najpierw wybrzmiał w wołaniu upadłych aniołów, którzy „nie chcieli służyć” Bogu.  To ten sam grzech pychy, który potem, za podszeptem kusiciela, stał się udziałem Adama i Ewy: „będziecie jak Bóg”. Skoro nawet swą jedność ludzie chcą budować bez Boga, to co jeszcze wymyślą? Jaki inny rodzaj zła będzie dla nich niemożliwy do osiągnięcia? – pyta Pan. Księga Mądrości nazywa grzech ludzi popełniony pod wieżą Babel „przewrotną zmową” (Mdr 10, 5). Przecież to sam Bóg, Stwórca i Ojciec, jest źródłem jedynej prawdziwej jedności pomiędzy ludźmi.

Bóg pomieszał szyki grzesznikom. Zamiar fałszywej jedności, jedności zbudowanej na fałszywym fundamencie, stał się początkiem rozproszenia. „Zazdrosna miłość Pana zastępów” tego dokonała. A ile przy okazji zdarzyło się cierpienia?! Tak to już jest, że grzech – na początku wydaje się atrakcyjny, a na końcu prowadzi do cierpienia.

Katechizm Kościoła Katolickiego (56-58) uczy, że „gdy przez grzech została rozbita jedność rodzaju ludzkiego, Bóg dąży najpierw do ocalenia ludzkości, ratując jej poszczególne części”. „Przymierze z Noem po potopie wyraża zasadę ekonomii Bożej wobec narodów, czyli ludzi zgromadzonych według swych krajów i swego języka, według szczepów i według narodów.” „Ten zarazem kosmiczny, społeczny i religijny porządek wielości narodów … ma na celu ograniczenie pychy upadłej ludzkości.” Kościół naucza, że przymierze z Noem trwa dopóki trwa czas narodów – aż do powszechnego głoszenia Ewangelii.

Pismo Święte ukazuje – poprzez postaci należące do „narodów”, a będące figurami Chrystusa, takie jak sprawiedliwy Abel, kapłan Melchizedek, Noe, Daniel, czy Hiob – jakie wyżyny świętości mogą osiągnąć ci, którzy żyją według przymierza Noego - oczekując, aby Chrystus „rozproszone dzieci Boże zgromadził w jedno” (J 11, 52). Zatem porządek narodów jest porządkiem tymczasowym. Jego kresem będzie panowanie Chrystusa. Jedna owczarnia i jeden Pasterz. To Chrystus ma władzę, aby dzieci Boże gromadzić w jedno. Tylko On, nikt inny.

Kiedy zatem powstają zamiary jednoczenia narodów, także współcześnie, to ludzie wiary pytają: czy te zamysły przynoszone są w Imię Chrystusa? Czy może z Jego polecenia? Czy w imię Jego Miłości? Czy choćby w imię ludzkiej miłości bliźniego, która przecież od Boga pochodzi? Może chociaż w imię prawa naturalnego, które Stwórca wpisał w ludzką naturę i które odkrywa prawe sumienie? Jeżeli nie są to zamiary, które od Boga przychodzą i do Boga mają ludzi prowadzić, to czeka je los wieży Babel,  a uczestnictwo w ich realizacji może okazać się udziałem w tej samej „przewrotnej zmowie”, w której uczestniczyli ludzie pragnący osiągnąć swoją jedność bez Boga, a zatem w istocie przeciwko Bogu.

„Jednak – dodaje Katechizm - wynikające z grzechu wielobóstwo i bałwochwalstwo narodu i jego przywódcy nieustannie zagraża pogańską przewrotnością tej tymczasowej ekonomii.” Czy zatem porządek ustanowiony przez Boga miałby zaniknąć? Czy Bóg miałby ponieść porażkę wobec tej „pogańskiej przewrotności”? Żadną miarą! To Bóg jest rzeczywistym Panem dziejów. To Bóg jest jedynym, prawdziwym zwycięzcą. Rozproszył już zamysły wielu serc ludzi, którzy uważali się za niepokonanych. Ludzie - gdy działają z Bogiem i tylko wtedy - otrzymują od Niego udział w zwycięstwie. Natomiast udział w walce przeciwko Bogu to pewna droga do klęski. Nawet, jeżeli na początku pojawiają się pozory sukcesów.

I żeby nie było niedomówień – nie ma wątpliwości z czyjego natchnienia pochodzi uczestnictwo w walce przeciwko zamiarom Boga.